sobota, 5 stycznia 2019

(Mały) wielki powrót na bloga

 Ahhhhh...
It was so hard to get around to write something here. After almost two years in forgetfulness, and still this blog was waiting until some kind of inspiration (or how people call it) importune me. Examination session is coming, and, along with it, will for learning disappear quietly, substituted by will for doing-anything-but-not-learning. Everyone knows that feeling. Everyone who has ever study at university. Or will be studying...

Short info about what was happening with me meanwhile...

My biggest achievement was meeting the man-of-my-life. Well, it's exactly the pure truth, it was our shared achievement, at last he also found me. And, in fact, when I was writing my latest post, I have already know him. Well, but I haven't know that it's him...

I survived my first year of uni! Yes, I did it, two exam sessions passed, it is a success. Along with it I accomplished some more successes, about whom I'm surly going to tell you soon.

I've got my glider license. Glider - airplane without engine. I had a lot of fun, stress, emotions and memories for a lifetime doing it. Next year, 2018, I had a opportunity to fly airplanes a little bit (in fact "a little" is not the word. I have flown a loooooooot. And I fulfilled so much paperwork in the meantime).

Hera are smoe photos from our trip to Iceland from autumn 2017. Enjoy!
 Polish version below :)


 ------------------------------------------------------------------------------


Ahhhhhh...

Ciężko było się zabrać za napisanie czegokolwiek tutaj. Po ponad dwóch latach w zapomnieniu, a jednak blog ten czekał aż mnie jakaś chęć, wena czy jak to kto tam nazywa, natchnie. Zaczyna się sesja, a z nią wszystkie chęci do nauki i kształcenia się znikają po cichu, zastępowane przez chęci-do-robienia-czegokolwiek-innego. Każdy to zna. Każdy kiedyś studiował. No, albo jeszcze będzie...

Krótko o tym, co działo się u mnie w tak zwanym międzyczasie...

Moim największym osiągnięciem było spotkanie mężczyzny mojego życia. No, nie do końca prawda, było to nasze wspólne osiągnięcie, w końcu on też mnie znalazł. I w gruncie rzeczy, jak pisałam poprzedniego posta na tym blogu, to już go znałam. No tylko właśnie, nie wiedziałam że to on...

Przeżyłam pierwszy rok studiów! Tak, udało się, dwie zdane sesje to już sukces, a razem z tym związane były także inne sukcesy, o których następstwach na pewno przyjdzie mi tu jeszcze opowiadać.

Zrobiłam licencję szybowcową. Szybowiec - samolot bez silnika. Taki skrót myślowy, dla uporządkowania faktów. Miałam przy tym dużo zabawy, stresu, emocji i wspomnień na całe życie. W kolejnym roku udało się trochę polatać samolotami (tak serio to trochę mało powiedziane, latałam duuuuużo. A jeszcze więcej papierów wypełniłam w międzyczasie). 

Żeby nie przedłużać, jeszcze parę zdjęć. Z Islandii, która też odwiedziłam jesienią 2017 roku. 

A, no i postanowiłam, tak dla siebie samej, pisać posty również po angielsku. A tak żeby wzmocnić swoje umiejętności. Enjoy!
 






















poniedziałek, 26 grudnia 2016

Święta w domu

Ostatnie szlify przy stole. Kładziemy sosnowe gałązki owinięte czerwoną wstążką. Biegamy na boso z kąta w kąt, nie możemy wysiedzieć w miejscu. W kominku strzela iskrami młody ogień, jest tak jak powinno być. Mama postarała się, żeby wszędzie błyszczały lampki choinkowe i pozapalane świeczki. Pod obrusem siano, na obrusie biała, odświętna zastawa.Wszystko się srebrzy i złoci, jak nigdy.

Kto mi powie, że nie czuć już magii świąt?

Następnego ranka z bladego świtu wstaję rozruszać mięśnie. Wyściubiam nos za drzwi - ZIMNO! Ubieram jeszcze rękawiczki. Wyskakuję, szczerze wierząc w terapię szokową, i zanim mój organizm zorientuje się w zewnętrznej temperaturze, już jestem na końcu ulicy.

Świat jest pusty. Wyobrażam sobie ludzi, wtulonych w siebie nawzajem, śpiących snem sprawiedliwego bo wigilijnym wieczorze, w ciepłych łóżkach i białej pierzynie. Wyobrażam sobie bałagan na wigilijnym stole pozostawiony do posprzątania na następny dzień. I prezenty, i papiery, i wstążki porozwalane po kątach. Pies pod kominkiem. Zielony pachnący świerk.









Spokojnych świąt wszystkim!

T.

niedziela, 5 czerwca 2016

Parę drobnych myśli i niewiele ładych zdjęć






Parę najistotniejszych myśli z ostatniego tygodnia, zapisanych i zapamiętanych:

1. Czasami wręcz należy sobie trochę przeorganizować życie, dla własnego dobra i rozwoju. Osobiście mam wrażenie, że ja nieustannie je sobie przeorganizowuję.



2. Coś na co wpadłam ostatnio: nie zawsze należy słuchać siebie. Brzmi kiepsko, prawda? Czasami to, co odczuwamy jest na tyle chwilowe i powierzchowne, że wręcz nie należy się tym kierować. Czasami należy pozwolić, żeby coś się stało. Żeby życie potoczyło się niekoniecznie po mojej myśli.





3. Koncepcja: "Can't wait to move into a simple apartment with the love of my life and fall asleep and wake up next to them and cook dinner with them and have random midnight trips for snacks and stay up late playing video games or watching movies and being able to share ever moment of my life with them."





4. Myślę, że do tej pory trochę bałam się żyć. Bałam się, co może wyniknąć z niektórych moich decyzji. Bałam się okazywać emocje, na przykład dziką radość. Albo mówić, że jestem szczęśliwa, w obawie co ludzie sobie pomyślą. Bałam się wysłać komuś jakiejś wiadomości, żeby nie pomyślał sobie nie wiadomo co. Bałam się do kogoś odezwać, rozpocząć rozmowę, albo po prostu przyjść nieprzygotowanym do szkoły. Chyba chciałam, żeby widzieli mnie w pewien określony i wymyślony przeze mnie sposób. Teraz już nie chcę.





6. Tak to się chyba zaczyna. Zaczynasz mieć dość, że ktoś w takim stopniu kieruje twoim życiem. Popełniłam akt zupełnego nieposłuszeństwa, i nie żałuję. Czuję się uwolniona. Chodzę na boso po zimnych kafelkach i po trawie, bitą śmietanę jem prosto ze spreju, garbię się ile mi się podoba. Wszyscy kiedyś dorastają.






7. "Jak się napierdala to nawet jak nie wychodzi, to wychodzi."





8. Życie polega na podejmowaniu wielkich i małych decyzji. Każdego dnia. A następnie ponoszenia ich konsekwencji.