niedziela, 5 czerwca 2016

Parę drobnych myśli i niewiele ładych zdjęć






Parę najistotniejszych myśli z ostatniego tygodnia, zapisanych i zapamiętanych:

1. Czasami wręcz należy sobie trochę przeorganizować życie, dla własnego dobra i rozwoju. Osobiście mam wrażenie, że ja nieustannie je sobie przeorganizowuję.



2. Coś na co wpadłam ostatnio: nie zawsze należy słuchać siebie. Brzmi kiepsko, prawda? Czasami to, co odczuwamy jest na tyle chwilowe i powierzchowne, że wręcz nie należy się tym kierować. Czasami należy pozwolić, żeby coś się stało. Żeby życie potoczyło się niekoniecznie po mojej myśli.





3. Koncepcja: "Can't wait to move into a simple apartment with the love of my life and fall asleep and wake up next to them and cook dinner with them and have random midnight trips for snacks and stay up late playing video games or watching movies and being able to share ever moment of my life with them."





4. Myślę, że do tej pory trochę bałam się żyć. Bałam się, co może wyniknąć z niektórych moich decyzji. Bałam się okazywać emocje, na przykład dziką radość. Albo mówić, że jestem szczęśliwa, w obawie co ludzie sobie pomyślą. Bałam się wysłać komuś jakiejś wiadomości, żeby nie pomyślał sobie nie wiadomo co. Bałam się do kogoś odezwać, rozpocząć rozmowę, albo po prostu przyjść nieprzygotowanym do szkoły. Chyba chciałam, żeby widzieli mnie w pewien określony i wymyślony przeze mnie sposób. Teraz już nie chcę.





6. Tak to się chyba zaczyna. Zaczynasz mieć dość, że ktoś w takim stopniu kieruje twoim życiem. Popełniłam akt zupełnego nieposłuszeństwa, i nie żałuję. Czuję się uwolniona. Chodzę na boso po zimnych kafelkach i po trawie, bitą śmietanę jem prosto ze spreju, garbię się ile mi się podoba. Wszyscy kiedyś dorastają.






7. "Jak się napierdala to nawet jak nie wychodzi, to wychodzi."





8. Życie polega na podejmowaniu wielkich i małych decyzji. Każdego dnia. A następnie ponoszenia ich konsekwencji.




wtorek, 24 maja 2016

Em quanto houver no mundo saudade, quero que seja sempre celebrada


1 maja 2016, Madeira

21:00

Po dwóch dniach mieszkania w małej maderskiej miejscowości, Sao Vicente, po podróży maderskimi krętymi ścieżkami i uczestniczeniu w maderskim święcie kościelnym czuję już trochę rytm tutejszego życia. Zwiedzając obce kraje mam w zwyczaju szukać podobieństw między Polską a nimi i pomiędzy Polakami i tubylcami. W przypadku Portugalii i należącej do niej (choć autonomicznej) Madery, mocno rzuca się przywiązanie do tradycji. Jak wcześniej wspomniałam, mieliśmy dzisiaj szczęście uczestniczyć w uroczystej mszy świętej z okazji święta któregoś ze świętych patronów (może Józefa?). Wesoła procesja złożona z księdza, chłopaka z akordeonem, dziewczyny z gitarą, grupki dziewczynek ubranych w białe suknie i tradycyjne maderskie nakrycia głowy wyposażone w kosze kwiatów, pary chłopaków trzymających dwa czerwone sztandary... Wszyscy szli przez kościół otoczeni ludźmi i "Odą do radości" śpiewaną po portugalsku.



Jak dla mnie odrębny gatunek w społeczeństwach południowych stanowią starsze kobiety, zwykle bardzo pobożne, których siwizna mocno kontrastuje z opaloną cerą (co jest zupełnie egzotyczne, dla nas). Kiedy przechodziła procesja chwytały one za skrawki sztandarów, wręcz szarpały je na boki, i rozciągały, i całowały lub przytulały do twarzy. Też tak zrobiłam. Kiedy jestem wśród miejscowych chcę się zachowywać jak oni. Chcę przeżywać to co oni przeżywają. Jasne, i tak wyglądam na przyjezdną turystkę, nic tego nie zmieni. Ale po polsku mogę zachowywać się w Polsce. Po angielsku będę zachowywać się w Anglii, a po hiszpańsku w Hiszpanii.
Potem jeszcze podczas przekazywania znaku pokoju aż się przestraszyłam, kiedy jak na rozkaz skoczyły ku sobie nawzajem i zaczęły obcałowywać się po wszystkich możliwych policzkach i dłoniach. Za pierwszym razem mnie oszczędziły. Za drugim już nie.






Klif Cabo Girao. Jeden z najwyższych klifów w Europie, jak czytamy w przewodnikach, chociaż tak naprawdę Madera należy już do kontynentu afrykańskiego. Wzbogacony o szklany taras widokowy, który podobno ma mrozić krew w żyłach, ale szczerze mówiąc latając szybowcami widywałam ziemię z większych wysokości ;)



Co innego dotyczącego religijności mieszkańców Madery. Gdzieś to już widziałam (konkretnie w wioskach alpejskich we włoskich Dolomitach), ale na każdym rogu znajduje się albo mini kapliczka poświęcona Matce Boskiej, lub też któremuś ze świętych. Albo piękne kafelki z wymalowanymi, zazwyczaj na niebiesko (azulejos, a podobno ich nazwa wcale nie wzięła się od koloru niebieskiego...), świętymi postaciami. Dużo jest świętego Józefa, opiekuna rodzin. Dużo jest miast opatrzonych imionami świętych: Vincenta, Rity...













25 Fontes - 25 Źródeł. Piękna levada, czyli oryginalnie coś w rodzaju kanału odprowadzającego wodę z górskich potoków do pól. Bystrzy mieszkańcy dawno temu wymyślili sobie, że skoro potok nie płynie im po polu nawadniając je, to oni go zmuszą. Tak powstały levady, a następnie szlaki turystyczne wzdłuż nich, które teraz cieszą się niemałą popularnością. Nic dziwnego, powiem osobiście.





Tutaj mi zwiał, skubaniec.